Mówią, że nie jest dobrze zapatrywać się w przeszłość, odwracać ku niej wzrok, na niej koncentrować myśli i jej wreszcie przypisywać wartość co najmniej dużą. Każe się ludziom być w awangardzie, hołdować wschodzącemu słońcu przyszłości, kształtować postępowanie „na miarę naszych czasów”. Może i tak powinno być, ale tyle wysiłku kosztuje zgoda co i zaprzeczenie. Zatem bez strachu zaprzeczmy i mimo wszystko przeżyjmy coś w związku z przeszłością. Tyle tytułem podniosłego wstępu.

            Czternaście lat temu napisano:

Parafia ma być żywą wspólnotą zatroskaną o wspólne dobro wszystkich jej członków. Będzie nią wtedy, gdy lepiej poznamy wszystkie jej sprawy. Celem biuletynu jest dotarcie do każdej rodziny z bieżącymi informacjami z życia Kościoła i naszej wspólnoty parafialnej. Chcemy mówić wam o naszych radościach i  troskach, o podejmowanych inicjatywach duszpasterskich i gospodarczych.

            Rzecz dotyczyła naturalnie powołania do życia parafialnego periodyku, co stało się faktem w grudniu roku 1996. Zespół w składzie: ks. Piotr Drewniak, ks. Janusz Dylowicz, Elżbieta Czech, Eleonora Jewuła, Wł. Drużbowska, Danuta Dziedzic, Henryk Czech oraz Bożena Mytnik jako redaktor techniczna podjął się trudu nadania życiu łysogórskiej parafii dodatkowego kolorytu w postaci gazety, która stanowić miała wyjście naprzeciw parafianom, ludziom, którzy parafię tworzą i o jej obliczu stanowią. Pomysł ś.p. księdza Dylowicza niewątpliwe był i wtedy ,i dziś namacalnym dowodem więzi  jakie winny zacieśniać się między członkami jednej wspólnoty. Niegdyś nowość, dziś już tradycyjny właściwie element naszej lokalnej rzeczywistości stanowi wszakże przedłużenie duszpasterskiego ramienia, znakomitą kronikę dziejów naszej społeczności, a nade wszystko obszar wypowiedzi dostępny każdemu, kto chce zapoznać się ze zdaniem innych lub poddać osądowi własne przemyślenia. Dorobek czternastu minionych lat zasługuje na szczególną uwagę i rzetelne przedstawienie. Zanim jednak uda się tego dokonać, niekoniecznie w jednorazowym, a więc i skrótowym z konieczności opracowaniu, o jedno stwierdzenie należy się pokusić: w dość szarej naszej codzienność powołanie do życia biuletynu parafialnego W MARYJNEJ WSPÓLNOCIE było najczystszym przejawem troski o wspólne dobro i ze wszech miar godnym pochwały przedsięwzięciem. Nie idzie rzecz jasna o gloryfikację, ale o wyraźne docenienie postawy, opartej na chęci pracy na rzecz tzw. ogółu. Ile nieprzespanych nocy wymagało wydanie poszczególnych numerów wie chyba tylko niezmordowana do dziś Pani redaktor techniczna…

            By poprzeć twardymi faktami początkową tezę o przypisywaniu minionemu czasowi bynajmniej nie miernej wartości, spójrzmy na fragmenty pierwszego numeru biuletynu. I niech będzie to przyczynek do prześledzenia całej historii tego bliskiego nam wszystkim czasopisma. Spójrzmy zatem na okładkę pierwszego numeru oraz na wycinki z historii dalszej i bliższej.

                                                                                                                                                                                                                                                                    PM