HISTORIA ZESPÓŁU „KAMIONKA” autorstwa redaktora Henryka Cyganika:

Łysa Góra jest wsią w Małopolsce szczególną. Ma swoją duszę, atmosferę i wspaniałych ludzi, utalentowanych artystycznie, miłujących swą małą ojczyznę, znakomicie realizujących w praktyce idee więzi gromadzkich. Te cechy wyróżniają łysogórzan spośród sąsiadów i ościennych ziem. To tutaj już w 1946 roku zapaliła się pierwsza żarówka, dr Franciszek Mleczko wraz ze Stanisławem Machetą założyli Towarzystwo Kulturalne „Krakus”, które wybudowało drewniany, stylowy amfiteatr, zaś w rok później, w sierpniu, utworzono spółdzielnię ceramiczną.
Inspiratorem rozwoju duchowego i materialnego Łysej Góry był dr Franciszek Mleczko, łysogórzanin z krwi i kości, polonista, poseł na Sejm, człowiek ogarnięty bez reszty pasją społecznikowską. On to wróciwszy do rodzinnej wsi postanowił zwrócić ojcowiźnie zaciągnięty dług synowski w postaci dzieciństwa, kultury, duchowości i prostych, tradycyjnych wartości chłopskich. A ponieważ był człowiekiem czynu, rychło we wsi powstała szkoła średnia, czyli Technikum Ceramiczne, którego przez wiele lat był dyrektorem, a także dająca zatrudnienie mieszkańcom wsi Spółdzielnia Pracy Przemysłu Ludowego i Artystycznego. Również z jego inicjatywy powstał w 1953 roku Cepeliowski Zespół Pieśni i Tańca „Kamionka”.
Wcześniej jednak z okazji pierwszej w okolicy elektryfikacji pani Rokoszowa z Krakowa przygotowała widowisko oparte na słowiańskich tradycjach pt. „Sobótka”. Potem przy Spółdzielni przez wiele lat działał chór czterogłosowy, którego trzon stanowili pracownicy zakładu. Dopiero z chóru wypierzyła się „Kamionka”, której historię pierwszego ćwierćwiecza opisał i udokumentował Franciszek Klecki w kronice zespołu, liczącej 224 strony, oprawionej przez Antoniego Herberta z Brzeska, ważącej osiem kilogramów. Jako motto historii „Kamionki” opisania Klecki cytuje jedną z pierwszych przyśpiewek, wykonywaną przez pierwszy skład kapeli:
„Przez Łysą Góre przez wieś
Jes tam sciysecka jes
Hej ! co jo ją wychodził
Jagem do Cię chodził!”
Obok doktora Mleczki współtwórcami „Kamionki” byli Bolesław Książek, artysta ceramik, jego żona Maria, przez wiele lat znakomita tancerka w zespole, Stanisław Macheta, tancerz i śpiewak, wieloletni przewodniczący Gromadzkiej Rady Narodowej w Łysej Górze, i wreszcie Józef Wróbel, od 1954 roku kierownik „Kamionki” i dyrygent kapeli, wykształcony muzyk skrzypek, aranżer melodii ludowych, ich niestrudzony zbieracz, a przede wszystkim wybitny znawca i autorytet w dziedzinie muzyki ludowej. W pierwszym składzie kapeli grali: Franciszek Baca z Jaworska (skrzypce prym), Józef Leśniak z Grabna (skrzypce sekund), Władysław Panek z Zawady Uszewskiej (klarnet), Franciszek Klecki z Lewniowej (trąbka) i Stanisław Chodacki z Dębna (kontrabas). Po roku Bacę zastąpił Józef Wróbel i kapela tym składzie grała aż do 1976 roku, kiedy to zmarłego Panka zastąpił Zbigniew Brożek z Brzeska.
Józef Wróbel jako fachowiec czuwał nad stroną muzyczną „Kamionki”, natomiast układy choreograficzne przygotowywała prof. Jadwiga Mierzejewska z Warszawy oraz Janina Kalicińska, doświadczona choreograf z Krakowa. Ta trójka praktycznie decydowała o artystycznym kształcie programów zespołu i bez wątpienia ma największe zasługi w stworzeniu jednego z najciekawszych zespołów pieśni i tańca w kraju.
Początki były trudne. Lata 50. sprzyjały amatorskiemu ruchowi artystycznemu, ale trzeba było wiele wyrzeczeń i zdrowia, aby uporać się z warunkami pracy. Jerzy Sacha, absolwent Szkoły Kenara w Zakopanem i Wydziału Rzeźby krakowskiej ASP (dyplom w pracowni Jacka Pugeta), w zespole od 1957 roku, tak wspomina ten okres: „Na występy jeździliśmy zwykłymi ciężarówkami, w których pod plandeką zimą zawiewało śniegiem i mrozem, a latem – upałem i kurzem. Na trasę koncertową po Warmii i Mazurach wyruszyliśmy taką właśnie ciężarówką. Trzeba było mieć dużo zdrowia i samozaparcia, aby wytrzymać te kilkaset kilometrów w tak ekstremalnych warunkach. Ale wtedy nikt się nie użalał. Kochaliśmy tańczyć, śpiewać i radować ludzi.”
Wspomniane przez pana Jerzego tournee po Warmii i Mazurach miało miejsce latem 1958 roku i było czymś w rodzaju chrztu bojowego dla „Kamionki”, zakończonego sukcesem i powszechnym podziwem dla kunsztu, dynamiki i urody prezentowanego folkloru Krakowiaków Wschodnich. Nieco wcześniej, bo już od 1954 roku w Lublinie, „Kamionka” regularnie co roku występowała na Dożynkach Centralnych, które co roku fetowano w innym mieście wojewódzkim.
Koncerty na krajowych estradach miały niebagatelny wpływ na poziom artystyczny zespołu, na jego uznanie i dobrą sławę w polskiej rodzinie zespołów regionalnych. Stąd trudno się dziwić, że po siedmiu latach wytężonej pracy „Kamionka” osiągnęła pułap pozwalający na wysłanie łysogórzan za granicę. Dwa lata pod rząd (1960, 1961) zespół wziął udział w Międzynarodowym Festiwalu Folklorystycznym w Desenzano nad jeziorem Garda we Włoszech. Krakowskie pawie pióra przy rogatywkach chłopców i kolorowe gorsety dziewcząt, żywiołowe krakowiaki, oberki i sztajerki wywarły na Włochach ogromne wrażenie, skoro „Kamionkę” zapraszano dwukrotnie, a przy okazji zorganizowano zespołowi trasy wycieczkowe po najbardziej atrakcyjnych miastach i regionach Italii. Część kolejnego lata łysogórzanie spędzili na północy Europy, reprezentując polski folklor na VIII Światowym Festiwalu Młodzieży i Studentów w Helsinkach. Bogato udokumentowana zdjęciami kronika Kleckiego dowodzi, że Krakowiacy z Łysej Góry podbili serca Finów i gości Festiwalu.
W tych latach „Kamionka” swój program opierała na obrzędach i obyczajach weselnych, stąd „Zrękowiny” z niezapomnianą Honoratą Kluską-Smoleniową w roli Panny Młodej, notabene zarejestrowane przez telewizję w Łodzi. Oryginalną i atrakcyjną propozycją zespołu była również obszerna etiuda pt. „Święto Kupały”, oparte o starosłowiańskie obyczaje widowisko, przygotowane przez Jadwigę Mierzejewską (nagranie telewizyjne obu programów w 1961 roku).
Ale najstarszym członkom zespołu najbardziej zapadła w pamięci wyprawa na kontynent afrykański. W 1964 roku łysogórzanie wyjechali na Międzynarodowy Festiwal Folklorystyczny do Kairu. Przy okazji oglądali budowę zapory w Assuanie, polskie wykopaliska prof. Michałowskiego, piramidy, dolinę Nilu. A koncertując w Teatrze Narodowym i na ulicach stolicy Egiptu, wzbudzali powszechną sensację i zainteresowanie.

Lata 60. i 70. były w historii „Kamionki” okresem ogromnej aktywności, popularności i sukcesów. Poza wspomnianym już corocznym uświetnianiem Dożynek Centralnych koncerty zespołu towarzyszyły m.in. Światowemu Konkursowi Chopinowskiemu, wypełniały program Dni Kultury Polskiej w NRD (1970, okręgi Gera i Turyngia), Dni Krakowa w Pradze czeskiej (1971), współtworzyły atmosferę Targów Sztuki Ludowej (Cepeliady w Warszawie i Brukseli). Po drodze był jeszcze III Międzynarodowy Festiwal Folklorystyczny w Baja Kalosca i w Szelidi-To na Węgrzech (1971) czy niezapomniana przygoda kapeli, która wraz z „Koronką” z Bobowej i „Opocznianką” z Opoczna została zaangażowana do realizacji filmowej wersji „Wesela” Wyspiańskiego, w reżyserii Andrzeja Wajdy.
W roku 1976 przedstawiciele Instytutu Smithsona z Waszyngtonu jeździli po Polsce, szukając zespołów folklorystycznych, które by uświetniły uroczyste obchody 200-lecia Stanów Zjednoczonych. W grupie wybranych znalazła się grupa z „Kamionki” – kapela plus dwóch tancerzy (Zbigniew Kural i Stanisław Macheta) oraz jedna solistka (Grażyna Łyszczarz). Zaproszenie do USA na tak ważną dla tego kraju uroczystość było dla łysogórzan wyróżnieniem szczególnym i nobilitacją dla zespołu, który rzeczywiście w owym czasie osiągnął najwyższy poziom artystyczny, zachwycał perfekcją wykonywanych tańców, popisów kapeli i śpiewu.
Momentem przełomowym w dziejach „Kamionki” była śmierć Józefa Wróbla (27 lutego 1978 roku). Znakomitego prymistę, znawcę i autorytet w dziedzinie muzyki ludowej, pięknego duchem, talentem i sercem człowieka żegnały muzyki Podhala, kapele Krakowskiego i Sądecczyzny oraz tłumy przyjaciół i mieszkańców łysogórskiej dziedziny. Śmierć mistrza była ogromną stratą dla zespołu, który uroczyste obchody ćwierćwiecza istnienia przełożył na 1979 rok. Schedę po Wróblu przejął Zbigniew Kural, który prowadzi „Kamionkę” do dziś.
Trudna sytuacja polityczna w kraju, stan wojenny i zawirowania społeczne spowodowały zahamowanie aktywności twórczej i koncertowej zespołu w pierwszej połowie lat 80. Dopiero w roku 1985 „Kamionka” wyjechała na koncerty do Anglii, w sześć lat później – do Szwecji. Obecny skład zespołu w 2000 roku bawił w bretońskim San Malo, we Francji. Krótko mówiąc, drugie ćwierćwiecze nie należało do gatunku renesansowych. Złożyło się na to wiele przyczyn – od gospodarczych poczynając, a na organizacyjnych kończąc. Historyczne przemiany w kraju diametralnie zmieniły pejzaż duchowy małych ojczyzn. W Łysej Górze Francuzi „sprywatyzowali” świetnie prosperującą dotąd Spółdzielnię. Cepelia, która przez lata otaczała zespół szczególną opieką, szybko podupadała z przyczyn niepojętych, bo głównie politycznych (relikt PRL). W nawale powszechnych reform gospodarczych i ustrojowych z programów rządu praktycznie znikła polityka kulturalna państwa. Urwały się kontakty zagraniczne i bryndza finansowa nie pozwalała „Kamionce” na obsadzanie festiwalowych konkursów w świecie. Główny regres przypadł na lata 1992-93. Ale Łysa Góra nie byłaby Łysą Górą, gdyby nie potrafiła pozbierać sił i stanąć na nogi. Oparcie zyskała „Kamionka” w Dębińskim Centrum Kultury i chociaż obecna nazwa zespołu (Regionalny Zespół Folklorystyczny „Kamionka” Cepelia) sugeruje związki z tradycyjnym opiekunem, to jednak DCK pod kierownictwem Andrzeja Potępy pozostaje dzisiaj tym dobrym aniołem, który czuwa nad losem tańczących i śpiewających łysogórzan.
Obecnie „Kamionka” liczy wraz z kapelą ok. 30 członków. Są to głównie ludzie młodzi, w wieku od 19 do 25 lat. W składzie kapeli grają Tomasz Cudejko (skrzypce prym), Tomasz Pabian (skrzypce sekund), Ryszard Sacha (klarnet, pięć lat temu zajął pierwsze miejsca na międzynarodowym konkursie klarnecistów we Francji), Józef Brzeziński (trąbka, łysogórski organista) i Henryk Wróbel (kontrabas). To właśnie ta kapela wielokrotnie zdobywała Gliniane Dzbany na Międzynarodowym Festiwalu Folklorystycznym w Tarnowie, rok temu wygrała prestiżowy konkurs kapel ludowych w Kazimierzu nad Wisłą.
– Dzisiaj są zupełnie inne warunki, o wiele trudniejsze – wspomina Jerzy Sacha, który, jak sam mówi do zespołu trafił w 1957 roku praktycznie z tzw. łapanki. Po prostu nagle był potrzebny tancerz, więc w dwa tygodnie opanował cały weselny program i publicznie wystąpił po raz pierwszy na dożynkach w Lublinie. – Kiedy jechaliśmy do Włoch, Mierzejewska ściągnęła zespół do Warszawy, gdzie przez dwa tygodnie trwały mordercze próby. Ale efekt był znakomity. Który dzisiaj pracodawca zwolniłby członka zespołu choćby na jeden dzień próby? Poza tym ludzi nie stać na wyjazdy zagraniczne. Organizatorzy festiwali wprawdzie gwarantują dach nad głową i atrakcyjny program, ale za podróż czy nawet wyżywienie trzeba sobie zapłacić samemu. A o sponsorów dzisiaj trudniej niż na pustyni o wodę.
Program, jaki na swoje złote gody przygotowała „Kamionka”, jest wiązanką etiud tanecznych i pieśni z regionu Krakowiaków Wschodnich. Programy tematyczne o określonym scenariuszu parateatralnym to już przeszłość, „Wesele krakowskie”, „Zrękowiny”, „Święto Kupały”, „Okolędowanie Hanusi”, obyczaj chodzenia chłopców z traczykiem (w innych regionach z kogutem) – należą do minionych artystycznych dokonań zespołu. Nie oznacza to, iż kompozycja elementów składających się na program jest przypadkowa. Kiedy zespół śpiewa:

Do góry, do góry
Mój koniku bury,
Jade do dziewcyny,
Som nie wiem do który…
to możemy być pewni, iż jest to autentyczna przyśpiewka z regionu Łysej Góry, bowiem na ten autentyzm pracowały pokolenia szefów i członków zespołu, zbierających stare nuty i słowa po weselach, w pamięci starych ludzi, w materiałach etnograficznych źródłowych. Zadbał o to mistrz Wróbel, a nad czystością tańców do dziś czuwa wielka przyjaciółka „Kamionki” Janina Kalicińska. Stąd w programie znajdziemy tradycyjne krakowiaki, oberki, polki, sztajerki, walczyki z regionu Krakowiaków Wschodnich, ale również charakterystyczną jedynie dla Łysej Góry polkę razówkę czy taniec chłopców pn. koguty. Ów autentyzm folkloru prezentowanego przez zespół jest nieco – że użyjemy terminu stosowanego w festiwalowych regulaminach – opracowany, ale z tradycji regionu wywiedziony. Świadczy o tym nawet komplet strojów XIX-wiecznych, wyszukanych w starych skrzyniach prababci i z pietyzmem odrestaurowanych. Tych strojów jest niewiele, lecz za wzór mogą służyć z powodzeniem. Trudno byłoby kwestionować wierność tradycji strojów, w których młodzi tancerze występują. Szyła je krakowska Spółdzielnia im. Wyspiańskiego, słynąca z solidności odtwórczej.
Statystyki na pewno nie oddają ani dorobku, ani atmosfery w zespole. Niemniej warto kilka konkretnych faktów wymienić. 50 lat „Kamionki” to blisko 2500 koncertów w kraju i za granicą, kilka tysięcy wieczorowych prób, trzy pokolenia i setki ludzi, jacy przewinęli się przez zespół. Praktycznie nie ma w Łysej Górze rodziny, która w jakiś sposób nie byłaby związana z historią i dorobkiem „Kamionki”.
– Oprócz mnie – mówi Jerzy Sacha – w zespole tańczyło trzech moich braci – Józef, Kazimierz i Władysław. Żonę też poznałem w zespole. Tradycja występowania w „Kamionce” całych rodzin zawsze należała do normalnej codziennej praktyki.
„Kamionka” i Łysa Góra miały szczęście do ciekawych ludzi, interesujących artystów i nauczycieli. Jak wieść gminna niesie, była to zasługa dr. Mleczki, który znał się na ludziach. Jeśli dochodził do wniosku, że dana postać przydałaby się zespołowi i środowisku, zapraszał do Łysej Góry, gościł, czarował i w końcu gość się we wsi osiedlał na stałe. Dzięki temu Łysa Góra należała do czołówki polskich wsi z największym wskaźnikiem zamieszkującej ją inteligencji. Tak do „Kamionki” trafił Józef Wróbel czy Bolesław Książek z rodziną, artysta ceramik, zwany czarodziejem z Łysej Góry, który osiadł we wsi w 1951 roku, był współzałożycielem Spółdzielni, złoty medalista Międzynarodowego Konkursu Ceramicznego w Gualdo Tadino we Włoszech – w zespole tańczyła jego żona i dwie córki. W pewnym okresie w zespole występowała czwórka rodzeństwa Kuralów – Zbigniew, Helena, Kazimiera i Stanisław. Teraz w „Kamionce” tańczy trójka dzieci Zbigniewa Kurala, od ćwierćwiecza szefa zespołu. Obok Kuralów i Sachów w „Kamionce” udzielały się całe rodziny Smoleniów, Drużkowskich, Bibrów, Gawłów, Gurgulów, Mytników, Mleczków… Tutaj nawiązywały się wielkie przyjaźnie, kojarzyły zespołowe małżeństwa, a o wszystkim decydowała niepowtarzalna i serdeczna, rodzinna atmosfera w zespole.
– W Łysej Górze – mówi szef zespołu Zbigniew Kural – zawsze istniał dla kultury i dla folkloru bardzo dobry klimat. Nie ma we wsi rodziny, która by się nie utożsamiała z zespołem. Jest to gwarancja, że dalsze losy „Kamionki” będą równie pomyślne jak w 70. latach. A jubileusz powinien nas wzmocnić i zintegrować, bo przecież uroczysty koncert przygotowali młodzi, lecz przyłączyła do nich grupa nestorów. Taka pozytywna konfrontacja musi nam uświadomić, iż powinniśmy spokojnie ciągnąć do setki… To oczywiste, że przed laty siłą, która przyciągała ludzi do zespołu, była szansa wyjazdu za granicę. Dziś nie ma już żadnych organizacyjnych czy politycznych przeszkód, by się pokazać na światowych estradach, ale z kolei nie pozwalają na to przyziemne problemy finansowe. Na razie wystarczają nam sukcesy krajowe, te wszystkie Gliniane Dzbany, Pawie Pióra, laury w Kazimierzu. Jednak mam nadzieję, że „Kamionka” jest tak dobra, iż rychło może się okazać szalenie atrakcyjnym sposobem promocji polskiej kultury w świecie.
Zbigniew Kural odpowiada dzisiaj za poziom artystyczny „Kamionki”, nad sprawami muzycznymi czuwa Ryszard Sacha. Bezpośrednią opiekę nad zespołem sprawuje wspomniane Dębińskie Centrum Kultury. Ale przecież o żywotności, sukcesach i poziomie artystycznym decydują przede wszystkim ludzie, którzy kochają folklor, szanują tradycje kultury regionalnej, tworzą zgraną grupę przyjaciół. Na atmosferę w zespole mają także wpływ osobowości, życie i kontakty towarzyskie.

Niesposób na kilku stronach spisać półwieczne dzieje ogromnej grupy ludzi, którzy z wielką pasją i sercem tworzyli jeden z najciekawszych autentycznych zespołów pieśni i tańca w małej, brzeskiej wsi o intrygującej nazwie – Łysa Góra. Istotne jest to, iż jubileusz „Kamionki” jest wydarzeniem w historii polskiej kultury ludowej. Przypomina współczesnym zwolennikom prymatu konsumpcyjnego, komercyjnego modelu w kulturze, że bez kulturotwórczego udziału w tworzeniu podstaw kultury narodowej amatorów – nasze życie duchowe wypłowieje i popadnie w płytkie schematy, a w końcu we wtórny analfabetyzm umysłowy. Folklor uświadamia nam nasze tradycje i korzenie kulturowe, decyduje o suwerenności duchowej i intelektualnej, jest podstawowym punktem odniesienia dla naszych serc i dusz. Rozumieją to doskonale łysogórzanie , którzy dzięki pracy, doświadczeniu i miłości do kultury swej małej ojczyzny nie tylko osiągnęli wysoki poziom artystyczny, ale są wzorem i dowodem na żywotność i ożywczy wpływ twórczości polskiego ludu na kulturę narodową. Wypada im zatem gratulować uporu i wierności, piękna i miłości, pasji i konsekwencji, a na dalsze lata życzyć takiego szumu w pawich piórach, aby – jak chce Wyspiański – „te śpiące pobudził”. Ad multos Annos, „Kamionko”!

KAPELA


ZDJĘCIA Z JUBILEUSZU

ARCHIWUM